modny tata z brodą

Co z tą brodą?

Kategoria: Kultura Opublikowano: 10 kwietnia 2015,

Brodę widać. Nawet z daleka. Psycholodzy ewolucyjni twierdzą, że to dobrze, bo broda jest według tej dziedziny psychologii atrybutem, który każe partnerkom słaniać się i omdlewać, oraz identyfikować lepszy materiał genetyczny w tłumie. Brodę widać i poza niektórymi kontrowersyjnymi przypadkami, broda sama w sobie nie jest żadną niewiarygodną (czy też niewygodną) manifestacją. Chyba, że za manifestację uznajemy sam fakt, że broda rośnie. Prawie wszystkim facetom i niektórym… kobietom.

Ponieważ brodę widać, to staje się ona powodem dyskusji. Czasem równie zażartych, jak te o powiększonym biuście, ustach, czy mniej lub bardziej udanym liftingu. Bo przecież jak ktoś zapuścił brodę, to coś zmienił, a jak coś zmienił, to na pewno nie czuł się dobrze zanim tego aktu reinkarnacji nie dokonał. Jako że żyjemy w czasach społeczeństwa z opiniami (nie mylić ze społeczeństwem opiniotwórczym), to na temat brody każdy też ma opinię. I podobnie jak w przypadku poprawionego biustu, liftingu, kolagenu, hialuranu, botoxu i eutanazji, każdy ma swoje zdanie. Do tego skrajne. Bo albo jest super, albo jest beznadziejnie. Albo słyszę, że to był strzał w dziesiątkę, albo że lamersko i w ogóle to co to za owczy pęd za trendami. Ludzie odważnie sobie poczynają z opiniami. I z radami, szczególnie tymi dotyczącymi tego, że brodę masz ściąć. To trochę tak, jakbym nowo poznanym osobom mówił, że mają schudnąć, zacząć ćwiczyć, albo… zrobić coś z twarzą.

Trendologia

Broda stała się tematem, bo połączono ją z trendem – z lumberseksualizmem, który wyparł metroseksualizm. A jak wiadomo, jeśli coś zostanie połączone z trendem, to w zasadzie nie masz szans, żeby wyjaśnić, że niekoniecznie ten trend wyznajesz. Po prostu jeśli masz brodę, to na pewno ją zapuściłeś, bo jak baran lecisz za każdym trendem, który ci świat zaproponuje. Czekam na trend debilizmu. Może wtedy okaże się, że ze wstydu, niektórzy będą próbowali się wyindywidualizować z rozentuzjazmowanego tłumu… debili.

Czy wiesz kto to jest liberalny paternalista, albo slaktywista, czy też transhumanista? Wiesz, czym różni się nadzór „peer-to-peer” od zwykłego podglądactwa? I dlaczego prędzej czy później warto poznać wirtualnego antropologa czy netografa? Prawdopodbnie te sformułowania brzmią dla Ciebie jak bełkot. Nie wiesz, że klikając w różne wydarzenia ratujące kotki na facebooku jesteś właśnie slaktywistą, a twoje spotkania z przyjaciółmi to nic innego jak wynik ekonomii doświadczeń. Wiemy za to, kto to lumberseksualny, bo mówili o nim w telewizji śniadaniowej. A już to samo przez się staje się powodem kpin.

Facetów z brodami przybyło. Z pewnością po części dlatego, że „taka moda”, ale też być może dlatego, że chcieli spróbować i tak im się spodobało. Żyj i daj żyć, jak śpiewali The Beatles a potem Gun ‘n’ Roses. Przybyło ich też dlatego, że świat zaopatrzony jest w cudowny mechanizm samoregulacji. W obszarze natury i kultury. Po czasach mrocznych, przychodzi oświecenie, po czasach ogolonej twarzy, przychodzi czas na zarost. Szkoda tylko, że jakoś po czasach Warsaw Shore, nie przychodzi czas na nowego Grotowskiego…

Skąd się biorą trendy

Trendy nie biorą się znikąd. Jak pisze Malcolm Gladwell w swojej książce „Punkt Przełomowy”, do wywołania każdego trendu potrzebne są warunki podobne do tych, towarzyszących wybuchowi epidemii. Musimy mieć pacjenta zero z odpowiednio dużą siecią kontaktów społecznych i punk zapalny, który trend roznieci, by potem łatwo go można było rozpropagować. Takim punktem zapalnym może być artykuł w prasie (coraz rzadziej), lub zdjęcie na Instagramie (częściej). Potem trend jest podchwytywany przez grupę wczesnych adapterów, późnych adapterów i wreszcie trafia do… późnych maruderów (czyli takich ludzi, którzy nadal woleliby wysyłać telegramy niż smsy). Spieszę uspokoić – z brodą będzie podobnie i zostaną tylko ci faceci, którzy naprawdę chcą ją nosić i dla których to po prostu element ich wizerunku i tożsamości, jak dla niektórych kobiet (o zgrozo) tandetne tipsy. Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że ostatnio trendy była diastema (szpara między jedynkami) i… szpara między udami, czyli thigh gap. Trendy i mody przychodzą i odchodzą. Zostają najtrwalsi ich wyznawcy, lub po prostu ci, którzy wcale z powodu trendu w czymś się nie zakochali. Znam takich, co cross-fitowcami są tylko z powodu bajery, ale też takich, którzy po prostu odnaleźli właśnie w tym sporcie siebie. Tak jak jak w brodzie odnalazłem… swoją tożsamość.

Broda w kulturze

W naturze broda występuje lepiej lub gorzej na męskich twarzach od zawsze. Wikingowie i Henryk VIII ją nosili, JFK jej na pewno nie miał. Zresztą jak prześledzimy Amerykańską historię, to prezydentów z brodą w 20 wieku trudno znaleźć. No ale też trudno znaleźć wśród nich na przykład kobietę, a dopiero od niedawna mamy prezydenta czarnoskórego. Nasz prezydent miał wąsy, potem ich nie miał, a teraz znowu je ma. Zmiany te zauważamy najprawdopodobniej dlatego, że faceci akurat wizerunku tak często nie zmieniają. Wiadomo „la donna es mobile” a facet ma być niezmienny jak mojżeszowe tablice.

Facet na rozdrożu

Otóż okazuje się, że 21 wiek może przynieść zmiany. Portal Business of Fashion prorokuje, że w nowym stuleciu to „mężczyźni będą nowymi kobietami”. Bez obawy. Nie chodzi o trans-genderyzm. Chodzi o to, że faceci dostrzegli potencjał jaki ma w sobie moda, w obszarze wzmacniania ich marki osobistej, tworzenia tożsamości i… zdobywania nowych zasobów. W amerykańskich korporacjach broda na przykład zaczęła być postrzegana jako symbol mądrości, męskości i… zdecydowania w działaniu (ewolucyjnie łączonego z testosteronem)

Broda w naturze

Naukowcy znaleźli jeszcze jeden powód, dla którego mężczyźni powinni unikać maszynek do golenia. Nick Neave i Kerry Shields z Northumbria University w Newcastle poprosili 60 kobiet o ocenę mężczyzn z różnym rodzajem zarostu – począwszy od gładko ogolonych, przez lekko zarośniętych, aż do panów przypominających Rumcajsa. Panie oceniały takie cechy jak męskość, atrakcyjność czy dojrzałość. Okazało się, że mężczyźni z gęstą brodą są postrzegani jako męscy agresywni i dojrzali społecznie, zaś panowie z krótką brodą – jako osoby dominujące. Mężczyzn z kilkudniowym, delikatnym zarostem kobiety postrzegają jako najbardziej atrakcyjnych i to właśnie z nimi w pierwszej kolejności byłyby gotowe zaangażować się w romans lub długotrwały związek. Broda to może nie afrodyzjak, ale jak widać biologizmy rządzą nami niezmiennie.

Męskie rytuały

Biologizmy rządzą naszymi hormonami, ale żeby zupełnie nie dać się ponieść zwierzęcej żądzy, nakładamy na wszystko kulturę. Na brodę też… Tak powstała cała bogata i niewątpliwie warta penetracji (nomen omen), kultura barber shopów. Bo brodę kiedyś goliło się u cyrulika, golibrody, a teraz dba się o nią w Barber shopie. Tych co prawda obrodziło ostatnio jak grzybów po deszczu (choć dość marnym deszczu), ale i tak prawdziwych dobrych barberów znaleźć trudno. Wiem, bo do mojego wolne terminy są odległe jak marzenia o olimpiadzie w Zakopanem. W Barber shopach chodzi nie tylko o strzyżenie. Chodzi o atmosferę i męskie rozmowy. Trochę tak, jak rozmowy kobiet, które spotykają się u manikurzystki. O brodę fajnie się dba i dobrze się o niej rozmawia. Zresztą na Instagramie widać, że są mniej i bardziej radykalne wątki dotyczące tego męskiego atrybutu. Do #beardedpantiedroppers aż po #beardland. Są też oczywiście hejterzy, ale… kto ich dziś nie ma.

Che barba!

Po włosku Che Barba znaczy dosłownie, co za broda. Jednak to sformułowanie należy tłumaczyć… co za nuda! Nudne też staje się pytanie, co z tą brodą. Więc można je sobie odpuścić. Jak ktoś zapuści, to niech się cieszy. Jak ktoś zgoli, to jego wybór. Podobnie jak wyborem wielu jest to co robią z twarzą, biustem, pośladkami, czy życiem. W definiowaniu siebie wygląd to tylko element układanki. W definiowaniu męskości także.

Bo co definiuje mężczyznę? Na pewno nie broda. Ale na pewno też broda nie jest atrybutem tylko i jedynie hipsterów, modnisiów, tak jak blond włosy nie są atrybutem idiotek, a łysa głowa atrybutem kiboli. Stereotypy, które są wynikiem tworzonych przez nasz mózg substytucji czasem pomagają się nam odnaleźć w świecie. Lepiej i prościej odpowiadać sobie na pytania – kto jest fajny, a kto nie. Z kim się przespać, a kogo omijać z daleka. I odpowiadają też (lub nie) na naprawdę niepotrzebne pytanie – kiedy ją zetniesz. Być może nigdy…

Tekst: Piotr Bucki

Zdjęcie: Tomasz Jurgielewicz