Poprzedni Następny

#porozmawiajmyofacetach #4

Wiara

W życiu każdego z nas ważna jest wiara. W cokolwiek. Trzeba w coś wierzyć, bo to nam daje poczucie czegoś pozytywnego. Można wierzyć we wszystko. W talizmany, w słoniki, w broszki, w pierścionki szczęścia. Ja jednak od zawsze preferowałem wiarę w samego siebie. Pewnie widząc: WIARA, pomyślałaś/eś, o nie!! Będzie rozmowa o Bogu itp. Nie, nie, już chyba wszyscy wykorzystali ten temat do promocji swojej osoby. Bo to przecież takie słodkie, takie na czasie, kiedy mówimy, że Bóg jest cudowny, Bóg mi pomógł itp. itd. Zgroza. Poza tym, dzisiaj mówiąc o wierze jesteś narażony na atak z każdej strony. Bo w sumie, jeśli nie wierzysz w to co inni, w to co większość, to po prostu źle wierzysz, bez względu na to w co wierzysz. Taki tam paradoks. Zawsze myślałem, że to kwestia bardzo indywidualna i po pierwsze: nie należy się z nią obnosić, a po drugie: chuj komu do tego co dla mnie jest punktem odniesienia w kontekście wiary.

Dlatego chyba, najlepszym rozwiązaniem jest wiara w siebie. Jakkolwiek narcystycznie to brzmi, brzmieć tak powinno. To chyba największy problem nas wszystkich. Tak przynajmniej wynika z moich obserwacji i z tego co się dzieje obecnie w Polsce i na świecie. Depresja, samobójstwa, coraz częściej zabójstwa mające podłoże właśnie z nieradzeniem sobie z samym sobą w tym cholernie ciężkim czasie.

Często tak się zdarza, że najbliżsi w nas wierzą, a my sami nie potrafimy. Poczynając od rodziców (nie zawsze, niestety) przez znajomych, kolegów, a czasami obcych ludzi, których po prostu czasem spotykasz w najmniej odpowiednim, a może w najbardziej odpowiednim dla Ciebie.

Trochę słabo co? Ty nie wierzysz, oni tak. Z czego to wynika? Nie wiem sam, ale to chyba zdecydowanie poważny problem ludzi, szczególnie w XXI w. Jesteśmy słabym społeczeństwem, nie radzimy sobie z życiem codziennym, poddajemy się za szybko, nie walczymy. Mówią, że wiara przenosi góry i takie tam, milion haseł, o których słyszeliście, że trzeba się modlić, wierzyć, że coś się wydarzy, jakiś akt wiary, który zmieni Twoje życie. Nie słyszałem jeszcze o tym, żeby dzięki temu, że ktoś pogadał sobie w eter jego życie się zmieniło. Oczywiście, jedno nie wyklucza drugiego. Jeśli ma to Ci w czymś pomóc, jeśli dzięki temu będziesz czuł w sobie moc, to śmiało, módl się. Ja wychodzę jednak z troszkę innego założenia, nie krytykując samego aktu wiary, ale po prostu nie będąc przekonanym o tym, że to jedyna słuszna opcja, jaka nam zostaje.

Pieprzyć to. Najważniejsze jest jedno w tym wszystkim. Uwierz w siebie. Co stoi na przeszkodzie? Przez cały czas będę to wałkował do skutku. UWIERZ W SIEBIE!! Jeśli Ty tego nie zrobisz, to choćby cała rodzina do piątego pokolenia trzymała kciuki za Twoje powodzenie, to i tak Ci się nie uda. Jeśli będziesz sam trzymał kciuki za siebie, to jest szansa na sukces, jeśli natomiast będziecie wspólnie wierzyć w powodzenie wyznaczonego sobie celu i wspólnie będziecie się wspierać oraz działać, to co ma się nie udać?

Przykład? (żeby nie było, że moje słowa nie mają pokrycia i to zwykłe pieprzenie kocopałów)

Mówisz, masz J Proszę bardzo. Najprostszy jaki mi przychodzi do głowy. SIŁOWNIA. Tak, tak, dobrze przeczytałeś. Moje przykłady nie będą wyszukane, nie będą szły z telewizji, nie będą wysublimowane, bo to nie trafia do Was, do mnie. Moje przykłady będą najbardziej przyziemne, w większości oparte na własnym doświadczeniu. Czasem zasłyszane od znajomych, ale prawdziwe, z życia wzięte.

Nie raz, leżąc na ławce podejmując wyzywanie podniesienia dużego ciężaru, pobicia swojego rekordu człowiek zaczyna wątpić, czy się uda. Psychika zawodzi, człowiek podchodzi do zadania z takim przekonaniem, że lepiej jakby od razu poszedł pod prysznic. W głowie te same myśli: czy na pewno dzisiaj? Czy się uda? Co ludzie powiedzą obok? Może lepiej następnym razem? Te pytania pojawiają się zawsze i wszędzie, norma. Bez względu na to, co robisz. Jeśli jednak jesteś absolutnie skupiony i zmotywowany, żeby osiągniąć cel, kiedy „ziomki” z siłowni motywują Cię (to zjawisko dość powszechne w tym środowisku), klepiąc po plecach, krzycząc dość niecenzuralnie, ale motywująco, że się uda, wchodzisz na pełnej … odwadze i działasz. Co ważne, jeśli się uda, to pełen sukces, jeśli natomiast coś pójdzie nie tak, to nie wyobrażam sobie, żeby ktoś powiedział do Ciebie: „słabo”, „chujowy jesteś”. Wprost przeciwnie, powiedzą Ci: mało brakowało, zaraz pójdzie, odpocznij, dwa wdechy i dawaj jeszcze raz. Tak samo jest w życiu.

Życie to jedna wielka siłownia. Jeśli systematycznie działasz, jeśli jesteś skupiony, jeśli wiesz co chcesz osiągnąć, to zrobisz to. Zawsze powtarzam, że wszystko jest kwestią czasu. Mierzysz się codziennie z ciężarami, mierzysz się codziennie z wyznaczonym przez siebie celem, realizujesz codziennie jakiś plan, a kiedy Ci nie wyjdzie, nie przestajesz i nie idziesz do domu i się obrażasz na wszystkich. Podchodzisz jeszcze raz i działasz z jeszcze większą motywacją. Czasem jest ciężko, czasem jest lekko, czasem jesteś wyspany i działasz jak natchniony, czasem jesteś wyzbyty z sił i potrzebujesz odpoczynku. Sukces jednak przychodzi z ciężką pracą. Nie ma nic za darmo. Nie przyjdziesz raz w tygodniu na siłownię i nie osiągniesz sukcesu, dobrej rzeźby i niesamowitych wyników. To wszystko jest wynikiem ciężkiej, sumiennej pracy popartej fajnymi ludźmi, którymi chcesz się otaczać. Tak jest ze wszystkim.

Na siłowni również milej i bardziej motywująco chce się porozmawiać z osobami, które osiągnęły w tej dziedzinie jakiś sukces, niż z „Januszem siłowni”, który dużo mówi, mało robi, a każde ćwiczenie wykonywane przez niego woła o pomstę do nieba i o ból wszystkich mięśni z samej obserwacji z daleka.

Padłeś, powstań.

Praca, praca, praca, jeszcze raz praca!!!! Nie ma nic na skróty. I bardzo dobrze, bo tylko wytrwali zostaną nagrodzeni.

Jeśli nie jesteś odpowiednio zmotywowany, masz słomiany zapał to nigdy w życiu nie będziesz kimś ponad. Nigdy nie podniesiesz dużego ciężaru, nigdy też nie zostaniesz czyjąś motywacją. True story.

Oczywiście wiara w samego w siebie, a właściwie praca nad tym, to jedna z najcięższych do wykonania, ale co ważne, od niej zależy wiele czynników i jej efekt będzie miał wpływ na wiele aspektów, a przede wszystkim na Twoich bliskich. Twój rozwój, to rozwój Twojego środowiska. Ty się rozwijasz, dostajesz lepszą prace, dostajesz lepsze pieniądze, w domu jest lepiej, spokojniej, Ty jesteś bardziej pewny siebie, ludzie zaczynają Cię podziwiać, oczywiście pewnie i zazdrościć. No ale cóż, coś za coś. Ludzie zawsze będą zazdrościć, ale o tym później.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

POWIĄZANE POSTY

Modny Tata to blog nie tylko o byciu Ojcem, to blog o życiu w rodzinie, o wytrwałości i wartościach. Modny Tata to nie jest puste hasło, modny Tata to ktoś taki jak każdy z nas..