Poprzedni Następny

#nie trać czasu #6

No dobra, trochę mnie tutaj nie było. Nie z racji tego, że nie chciałem być, ale z racji tego, że czasu było nad wyraz mało. W skrócie: sporo pracy, szukanie mieszkania, znalezienie mieszkania, spakowanie swojego życia do worków, a teraz powolne wypakowywanie i układanie na nowe półki w nowym miejscu. To nie tylko czasochłonne zajęcie, ale też trochę męczące. No, ale nie o tym ten wpis.

Jakoś tak mnie naszło ostatnio, że mało piszę, za mało. Kiedyś pisałem więcej i było mi z tym chyba dobrze. A że lubię jak mi jest dobrze, wrócę więc do pisania częstszego. Czasem bez ładu, czasem bez składu, ale mojego. Piszę co siedzi w głowie a nie to, co się będzie klikało. Czasem z błędami, czasem bez. Jeden ch*j. Po prostu chcę pisać.

Ostatnio zamiast pisania skupiłem się na czytaniu. Faktycznie sporo tych książek ostatnio przewinęło mi się między rękami, co świadczy dobrze o mnie, nie mniej jednak, nie potrafiłem się jakoś tym z Wami podzielić, a szkoda, bo dzielenie się jest dobre, a dobrem trzeba się dzielić. Także nie przedłużając…

W ostatnim tygodniu, przeczytałem książkę, oraz obejrzałem jej ekranizację. Mowa tutaj o klasyce gatunku „Smętarz dla zwierzaków” autorstwa Stephena Kinga.

Zacznę od książki. Kto zna Kinga, ten zna „Smętarz…”. To jedna z jego topowych i najbardziej znanych dzieł, oprócz oczywiście dziesiątek innych. Taki to gość. Nie mniej jednak, wielkim fanem Kinga osobiście nie jestem, dlatego chyba dużo łatwiej mi zachować obiektywizm (jeśli można mówić o obiektywizmie wyrażając swoje zdanie) pisząc o Jego książkach.

„Smętarz..” to powieść, która skupia swoją uwagę na pewnej rodzinie, która przeprowadza się do pewnego miasteczka, gdzie tam zaczynają się dziać pewne dziwne rzeczy, które źródło swoje mają na pewnym smętarzu (pisane z błędem specjalnie, żeby nie było) gdzie od wieków zakopywane były zwierzęta (ale jak się później okazuje, nie tylko one) gdzie następowało zmartwychwstanie, nie do końca niestety udane, gdyż na nowo powstający z grobów bardziej przypominali Zombie, niż kochane zwierzaki (zdanie napisane na jednym wdechu). Niestety, główny bohater po namowie swojego sąsiada Juda decyduje się zakopać potrąconego śmiertelnie kota mając nadzieję, że pupil rodziny mimo swoich 9 żyć (no właśnie, gdzie 8 kolejnych?) na nowo zagości w ich domu. Ta decyzja okazuje się dość nietrafiona, co w konsekwencji powoduje efekt domina jeśli chodzi o kolejne losy całej rodziny.

Dawno nie czytałem tak dobrej książki 9/10

Z racji tego, że 3.05 na ekrany kin wchodziła ekranizacja owej książki musiałem ją przeczytać zanim zakupiłem bilet. Zawsze fajnie mieć punkt odniesienia jeśli chodzi o przeniesienie dzieła na ekrany. Czasem to się udaje, lepiej lub gorzej, czasem nie udaje się wcale, a jeszcze kiedy indziej człowiek żałuje, że w ogóle wszedł do kina.

Podekscytowany książką wyruszyłem do kina, na pierwszy seans o 13:30 jaki miał miejsce. Nie chciałem czekać i czytać komentarzy w internecie, więc wyruszyłem w samotną podróż do miasteczka Ludlow z rodziną Creed.

15 minut wystarczyło, żebym chciał przybić piątkę z całą czwórką i nawet z tym nieszczęsnym kotem i zawinąć się z kina.

Zgroza (na instastories powiedziałem ch*joza). To moja krótka ale nad wyraz wymowna recenzja tego dzieła. Film, który absolutnie nie ma żadnego klimatu, film, który nie oddaje 20% książki, film, który zmienia fabułę książki (jak?po co?dlaczego King się na to zgodził?) jest filmem tak złym, tak niedobrym, że jest mi po prostu przykro, że ktoś pokusił się i to gówno wyreżyserował. Może gdybym nie czytał książki, może…ale czytałem.

Jedyną rzeczą warto odnotowania było zobaczenie na ekranie Johna Lithgow (tak, tak, to Dick Solomon z serialu Trzecia planeta od Słońca). To niestety jednak za mało, żeby ocena była wyższa.

Film: 2/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

POWIĄZANE POSTY

Modny Tata to blog nie tylko o byciu Ojcem, to blog o życiu w rodzinie, o wytrwałości i wartościach. Modny Tata to nie jest puste hasło, modny Tata to ktoś taki jak każdy z nas..