Poprzedni Następny

#1 Austria

Weekendowy wypad na narty Kitzbühel 26-28.01

Jak doskonale wiecie z relacji, kilka dni temu wróciliśmy z Pauliną z krótkiego wyjazdu na narty do Kitzbühel. Zanim napisze Wam o naszych wrażeniach, kilka słów o samej miejscowości.

Kitzbühel miasto w zachodniej Austrii, w kraju związkowym Tyrolu. Leży na wysokości 762 m n.p.m., w Alpach Kitzbühelskich wzdłuż rzeki Ach. Miasteczko jest najbardziej znanym austriackim ośrodkiem narciarskim w świecie.

Kitzbühel jest stolicą ogromnego ośrodka narciarstwa alpejskiego: Mittersill – Pass Thurn – Jochberg – Kitzbühel – Kirchberg in Tirol – Aschau im Zillertal. Wokół miasta znajduje się 230 wyciągów. Położone między dwoma górami: Hahnenkamm (od południa; 1712 m n.p.m.) oraz Kitzbüheler Horn (od północy; 2001 m n.p.m.). Na zboczu Hahnenkamm co roku odbywa się tu Puchar Świata w narciarstwie alpejskim mężczyzn, słynącym z najtrudniejszej trasy do narciarstwa alpejskiego która nazywa się Streif.

Podróż do Kitzbühel odbywaliśmy z Warszawy do Monachium, a stamtąd busem około dwie godziny na miejsce. Już od pierwszych minut podróży, Paulina zafundowała nam podniesienie ciśnienia, bo wspaniałomyślnie zablokowała obie nasze walizki, nie znając do nich kodu.. dobre, co? Chyba była zaspana, bo na lot o 7 rano, musieliśmy się stawić na 5, ale pobytu 3 dni w Alpach bez swoich rzeczy nie należała do najbardziej optymistycznych hehehe Na szczęście okazało się, że producent przewidział ewentualność pierwszego zamknięcia bez kodu i udało się je odblokować. A to był dopiero początek naszych przygód.

Podczas naszego pobytu odbywały się tam zawody „Hahnenkamm Races Kitzbühel” sponsorowanej przez Mastercard, z zaproszenia którego mieliśmy przyjemność uczestniczyć w przedsięwzięciu. To naprawdę niesamowite przeżycie, móc na żywo przeżyć te emocje, które towarzyszą zawodnikom i kibicom tak wielkiego, sportowego wydarzenia.

A skoro Kitzbühel, to naturalną koleją rzeczy były zaplanowane narty. Narty, których ja do tej pory nigdy nie miałem na nogach. Chciałem jednak bardzo spróbować i choć nie do końca widziałem się jako szusujący po stoku, to żal byłoby nie podjąć choćby próby. Jak zaplanowałem, tak zrobiłem. Narty wypożyczone, sprzęt skompletowany i w górę 🙂

Mieliśmy z Pauliną swojego instruktora, który pokazał nam pierwsze kroki, w tym najważniejsze: „pizzę”. Od razu złapałem zajawkę, w przeciwieństwie do Pauliny, która od razu zdjęła narty i powiedziała, że rezygnuje. Trochę ją znam, więc odpuściłem, bo wiedziałem, że ochłonie i znów przystąpi do ataku hehe (co zresztą się potwierdziło, bo widziałem jak śmigała po jakimś czasie).

A ja? No cóż … kilka zjazdów po oślej łączce i poczułem się naprawdę pewnie. W tym momencie Mateusz Gessler namówił mnie do przejścia na niebieską trasę, która „jest tylko trochę dłuższa od tej (oślej łączki)”. Nie musiał mnie długo namawiać i po chwili byliśmy już na górze przed trasą nr 20. No i się zaczęło… zjechałem kilka metrów i leżałem, jak długi. Kiedy sytuacja powtórzyła się jeszcze kilka razy, a ja nie pokonałem praktycznie żadnej odległości, postanowiłem, że to czas na zdjęcie nart i powrót do korzeni. Miałem opcję powrotu do gondoli, lub zejście „na butach” na dół. I tu z pomocą przyszedł mi Mateusz, który ocenił, że szybciej będzie zejść, bo to ok. 10 minut. Dałem mu więc narty, a sam z uśmiechem na twarzy zacząłem schodzić. Szedłem 5, 10, 15, 20 minut, aż w końcu zacząłem się zastanawiać gdzie jestem. Zadzwoniłem do Pauliny i okazało się, że mam do przejścia jakieś 6 km, co zajmie mi około dwóch godzin spaceru…. No to szedłem, szedłem i ….. szedłem hehehhehe Ale wiecie, co jest w tej historii najlepsze? Pokonałem niebieską trasę! Duma !! hehehe

Nie gorszą historię zaliczyła też Paulina, która przed wyjazdem postanowiła zjeść sól do kąpieli, ale tę historię znajdziecie u niej na IS;)

Jednym słowem, nudy nie było 🙂

A samo miasteczko?

Zachwyca gościnnością, niezwykłymi widokami i przepysznym jedzeniem. A że kurort jest typowo narciarski, więc i ja postanowiłem pochwalić się umiejętnościami i po pierwszym dniu na nartach „zaliczyłem” niebieską trasę.. kto oglądał relację, ten wie;)

Weekend obfitował także w bezcenne spotkania m.in. z legendami narciarstwa m.in. Fritzem Stroblem, złotym medalistą olimpijskim i dwukrotnym medalistą mistrzostw świata. Dzięki temu spotkaniu mieliśmy możliwość, choć przez chwilę, potrzymać w dłoni złoty medal. Niesamowite uczucie!

Krystalicznie czyste powietrze, zapierające dech w piersiach widoki i rewelacyjnie przeprowadzony przez organizatorów event był gwarancją niezapomnianych wrażeń, więc na długo zapamiętamy Kitzbühel. Dzięki obecności fotografów: Marcina Kin i Michała Bogusławskiego, możemy cieszyć się pięknymi zdjęciami z tego niezapomnianego weekendu i podzielić się z Wami zachwycającymi widokami.

Dzięki Mastercard za bezcenną niespodziankę!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

POWIĄZANE POSTY

Modny Tata to blog nie tylko o byciu Ojcem, to blog o życiu w rodzinie, o wytrwałości i wartościach. Modny Tata to nie jest puste hasło, modny Tata to ktoś taki jak każdy z nas..