Poprzedni Następny

#Projekt Rodzic #6

Niedługo mam termin porodu i nie ukrywam, że bardzo się boję. Co sądzicie o planowanych cesarkach bo przyznam, że taką rozważam. Jak Wy rodziliście?

M: Temat naszego porodu jest i trudny i magiczny. Zaczynając od drugiej strony- zakończył się pojawieniem na świecie naszego księcia, więc –co by nie było- to był najpiękniejszy dzień w naszym życiu. Ale… było też trudno i ciężko. W szpitalu pojawiliśmy się z bólami Pauliny, lekarze zdecydowali się zostawić nas w szpitalu i kilka, dokładnie siedem godzin, trwała akcja porodowa metodą naturalną. Mimo cierpień Pauliny, nie było jednak finału i przewieziono nas na blok operacyjny by wykonać cięcie cesarskie z powodu coraz niższego tętna dziecka. Dla mnie oczekiwanie za zamkniętymi drzwiami było najbardziej trudnym momentem w życiu, bo nie wiedziałem, co tam naprawdę, się stało. Nie wiedziałem, czy wszystko jest ok, czy dostanę najlepszą wiadomość w życiu, czy też dzieje się coś naprawdę niepokojącego.  Cesarka trwała ok. 30 minut i w porównaniu do cierpień Pauliny, które obserwowałem przez siedem godzin, zdecydowanie druga część, była lepsza.

P: Nie jestem lekarzem i nie będę pisała, co jest lepsze, bo podobno poród naturalny nie ma sobie równych. Ale nikt nie zabroni mi wyrazić zdania i podzielić się doświadczeniami. Zdecydowanie cesarskie cięcie kosztowało mnie mniej bólu (nawet, mając na względzie ranę po operacji).
Nie jestem na pewno stworzona do naturalnych porodów: nie jestem odporna na ból i –mimo szerokich bioder- nie miałam szansy przekonać się jak to jest, urodzić dziecko naturalnie. Jedno jest pewne, kobiety rodziły i będą rodziły w sposób naturalny, bo taka właśnie jest nasza natura. Nie bój się tego, z pewnością, w razie ewentualnych komplikacji, lekarze dokonają wyboru sposobu poprowadzenia akcji porodowej. Cesarka „na życzenie” ma z pewnością wiele plusów, ale też obarczona jest szeregiem ryzyk, których podjęcie leży po stronie każdej kobiety. Będzie dobrzeJ

Ostatnio na topie jest temat karmienia piersią. Jakie jest Wasze podejście do tego tematu?

M: Tak, wiem, nie powinienem się wypowiadać na ten temat, więc krótko:

Jeżeli Wasza partnerka nie jest w stanie, z różnych powodów, karmić dziecka, to odpuśćcie. Znam przypadki, że ojcowie, nie wiedzieć czemu, bardzo na to nalegają. Oczywiście, kiedy wszystko jest okej, popieram karmienie naturalne w całej rozciągłości, ale bywa, że przysparza ono matkom ogromnych cierpień. Po pierwsze z powodu „macierzyńskiego niespełnienia”, po drugie z przyczyn czysto fizjologicznych. Uwierzcie mi, wtedy to nie jest dobre rozwiązanie. Dla żadnej z zainteresowanych stron. Na rynku można znaleźć kilka naprawdę dobrych (polecanych nie tylko przeze mnie, ale przede wszystkim przez specjalistów) mlek modyfikowanych, które dostarczają niemowlakowi wszystkiego, czego ten potrzebuje. Nie ma co ustawiać ich na szali z mlekiem matki, ale naprawdę czasem nie warto być konserwą i idąc z postępem, pójść na ustępstwo. Pozwólmy naszym kobietom żyć. Gdyby były w stanie, na pewno dałyby dziecku wszystko, co ustawa przewiduje.

P: Żeby nie być gołosłownym – Bruno był karmiony piersią przez krótki, a nawet bardzo krótki, czas. Później z pewnych powodów przeszliśmy na mleko modyfikowane. Przed zakupem zasięgnęliśmy opinii lekarzy/położnych i poczytaliśmy trochę i u nas padło na Enfamil. Byliśmy z tego mleka naprawdę bardzo zadowoleni, bo nie dość, że Ptyś bardzo ładnie przybierał na wadze, to był i jest do dziś zdrowy. Akurat w tym mleku fajne jest to, że ono rośnie wraz z dzieckiem i przeskakuje się na wyższy lewel, gdzie dostarczane są inne/nowe składniki niezbędne dla prawidłowego rozwoju. Naprawdę nie mam wątpliwości, że to był słuszny wybór.

Z karmieniem naturalnym ściśle związana jest kwestia: gdzie to robić poza domem? To problem aktualnie na tapecie. Jedni narzekają, że matki nie powinny obnosić tą czynnością w miejscach publicznych, inni wręcz lobbują za nią wszędzie, gdzie się da. Ja jestem zwolenniczką umiaru. We wszystkim. Muszę jednak przyznać, że  epatowanie piersiami podczas karmienia  np. na Instagramie bardzo mi się nie podoba. Nie jestem hejterką, ale naprawdę takie działania to moim zdaniem gruba przesada. Pytanie, czy gdyby nie karmiły, też biegałyby ze swoimi wdziękami na pokaz? No właśnie..

Uważam, że tak bezpośredni kontakt z maluchem to sfera intymna. To całkowicie naturalna i ludzka rzecz, więc w żadnym wypadku nie można podchodzić do niej z niechęcią, wręcz przeciwnie- szacunek za to, co dają dzieciom. Ale w tym przypadku i jednej i drugiej stronie spokój i intymność dobrze zrobi. Wszędzie chyba istnieją już pomieszczenia dla mam, gdzie mogą się one udać i w spokoju nakarmić malucha. Co innego, gdy takich miejsc brak. Wtedy, oczywiście, głodne niemowlę musi być nakarmione tu i teraz.

Czy polecacie elektroniczną nianię ?

Niania to była nasza przyjaciółka od pierwszych dni życia Bruna. Zabieraliśmy ją wszędzie tam, gdzie synek nie spał bezpośrednio obok nas, tylko np. w pokoju obok. Na rynku znajdziecie wiele różnych propozycji – od wideo po walkie-talkie. My wybraliśmy taką, która najbardziej odpowiadała naszym potrzebom, zgrabną, niewielkich rozmiarów, prostą w obsłudze. Ze światełkiem, które sprawiało, że w pokoju dziecka panował półmrok.

Jakie są jej zalety? Kiedy maluch zasypia, Wy krzątacie się po mieszkaniu, gotujecie, słuchacie muzyki, oglądacie telewizję. Czasem możecie po prostu nie słyszeć dochodzących zza ściany odgłosów. A gdy już się to stanie, może się okazać, że maluch jest rozbudzony na dobre.

Niania to komfort, zwłaszcza w większych dwupoziomowych mieszkaniach, domach itp. Pierwsze głośniejsze odgłosy z dziecięcego pokoju oznaczają, że być może wystarczy podać smoczek lub pomóc w zmianie pozycji. I po kłopocie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

POWIĄZANE POSTY

Modny Tata to blog nie tylko o byciu Ojcem, to blog o życiu w rodzinie, o wytrwałości i wartościach. Modny Tata to nie jest puste hasło, modny Tata to ktoś taki jak każdy z nas..