Poprzedni Następny

#Projekt Rodzic #4

1. Czy uważacie, że szkoła rodzenia jest potrzebna czy też jest kompletną stratą czasu?

 Michał: Szkoła rodzenia na samym początku wydawała mi się stratą czasu, zaciągnięty tam jednak przez żonę poszedłem na pierwsze zajęcia. I okazało się, że jestem jednym z nielicznych ojców. Nawet nie wiecie, jak zazdrościłem mniejszości, że może sobie siedzieć przed telewizorem i oglądać mecz, a nie tutaj, wśród tych wszystkich ciężarnych kobiet, na materacach, na podłodze, w malej salce wśród kolorowych piłek, lalek, pieluch i niemowlęcych akcesoriów! Tak jednak było tylko do momentu, w którym zauważyłem smutne spojrzenia przyszłych matek, rzucane w stronę Pauliny. Od tej chwili na wszystkie zajęcia jeździliśmy razem i choć czasem bywało nudno, wiedziałem, że właśnie tego potrzebuje moja żona. Przy okazji, mimochodem, wchłaniałem informacje o przebiegu porodu, pielęgnacji malucha itd.

Paulina: Dla mnie Michał był wielkim wsparciem przez całą ciążę i choć wiedza tam przekazywana, mam wrażenie, dotyczy w zdecydowanej większości kobiet, to Michał podczas ciąży akceptował wszystkie moje prośby i życzenia, spełnił więc i tę. (cholera, jak ja żałuję, że sobie wtedy nie zażyczyłam tych boskich butów, na które choruję do dziś ;P). Dla mnie szkoła rodzenia to była swego rodzaju zabawa, odskocznia, porównywanie brzuszków i wymiana doświadczeń z innymi przyszłymi mamami. Świetnie to wspominam, choć –jeśli przyjdzie taki moment- przy drugiej ciąży nie będziemy tego praktykować. Dla pierworódek zdecydowane TAK.

2. Michał, ostatnio na Facebook Modny Tata umieściłeś mema obrazującego śpiącą parę, a pośród nich dziecko rozłożone na całym łóżku. Komentarze pod tym były różne, skrajne. Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? 

Teorii na ten temat jest milion. Spać, nie spać, nie pozwolić sobie wejść na głowę, zamykać się na cztery spusty we własnej sypialni, przymocować malucha do łóżeczka, żeby przypadkiem nie udało mu się wyjść i podreptać do rodziców.

A życie życiem.

Powtórzę po raz któryś z kolei – każde dziecko jest inne. Jedno będzie spało we własnym łóżeczku od pierwszego dnia i nie obudzi się w nocy ani razu. Do głowy mu nie przyjdzie, że może wymuszać obecność rodziców. Inne natomiast będzie budzić się co trzy minuty, aż do chwili gdy zabierzecie je do siebie. Zaśnie wtedy kamiennym snem i ani drgnie aż do świtu.

Teorie, że śpiące z Wami dziecko sprzyja oddaleniu w związku, uważam za śmieszne. W końcu przytulanki, seks, buziaki i inne igraszki :), można „załatwić” w dowolnej chwili, byleby były chęci i jako takie warunki. Maluch nie jest w tym żadną przeszkodą. No, chyba, że o czymś nie wiem, a statystyczny Polak w wieku reprodukcyjnym uprawia seks wyłącznie szczelnie okryty kołdrą, w środku nocy i przy wyłączonym świetle… Jeśli jednak tak jest w Waszym przypadku, współczuję szczerze. Wtedy faktycznie dziecko śpiące z Wami w łóżku zrujnuje Wasze pożycie. Nie poradzę, nie przeskoczę. Musicie urodzić sobie ideał, który pokocha własny pokoik od pierwszego razu :).

Paulina: Wszystko jest kwestią dziecka i odpowiednich nawyków. Jeśli założyliście sobie od pierwszych dni życia, że dziecko będzie spało we własnym łóżku w odseparowaniu od Was, to Wasz wybór. Ja chciałam spać z Ptysiem, bo było to dla mnie niesamowite uczucie, mieć tego maleńkiego człowieka obok siebie, wtulonego nosek w nosek. Nie ma nic cudowniejszego, ten czas na zawsze zostanie w moim sercu. Żeby była jasność, Ptyś zawsze zasypiał w swoim łóżeczku i nie spał z nami całe noce, ale bywało tak, że niemalże czekaliśmy aż się przebudzi, żeby go wziąć do siebie i spać spokojnie całą noc. Dziś ten chłopak śpi już całe noce w swoim pokoju, ale prawie codziennie budzimy się w łóżku z nim i całym arsenałem pluszaków, które znosi do sypialni 🙂 To nasz czas, bezcenny czas.

 

3. Paulina, gratuluję figury, sama borykam się ze zbędnymi kilogramami po ciąży i niestety- skórą, która pozostawia wiele do życzenia. Zdradź proszę swój przepis, jak dbać o ciało w ciąży i po porodzie. Używałaś jakichś kosmetyków, zabiegów?

 

To problem wszystkich nas, matek. Jak tylko dowiedziałam się o ciąży, natychmiast zaczęłam stosować tony kremów na całe ciało, szczególnie na brzuch, żeby za nic nie doprowadzić do rozstępów. Kosmetyki były różne, drogie, tanie, w końcu to kilka miesięcy testowania. Skóra w ciąży naprawdę jest wystawiona na niemałe wyzwanie. Miałam moment, kiedy dosłownie sypała mi się skóra na brzuchu i byłam nie na żarty przerażona.. aż do momentu, kiedy trafiłam na markę Palmers, która ma specjalną linię kosmetyków dla kobiet w ciąży. Szczerze Wam polecam. Może to kwestia genów, może tej codziennej dyscypliny ze smarowaniem się trzy razy dziennie, ale uwierzcie mi, przytyłam 16 kg, a nie mam na brzuchu ani jednego rozstępu…. poza piękną blizną po cesarskim cięciu. I gdzie tu logika? Smarowanie całą ciąże, żeby nie pojawiła się mała kreseczka, a jak mam 10 cm bliznę, to cieszę się nią i ani przez moment nie pomyślałam, że to brzydkie, czy nieestetyczne. Ta kreska to moja pamiątka na całe życie. Pamiętajcie, że o skórę trzeba dbać zawsze, nie tylko podczas ciąży, ale o tym, może kiedy indziej 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

POWIĄZANE POSTY

Modny Tata to blog nie tylko o byciu Ojcem, to blog o życiu w rodzinie, o wytrwałości i wartościach. Modny Tata to nie jest puste hasło, modny Tata to ktoś taki jak każdy z nas..