Poprzedni Następny

#Projekt Rodzic #3

1. Jakie jest Wasze zdanie na temat nauczania języków obcych w wieku przedszkolnym. Kiedy jest zdecydowanie za wcześnie, a kiedy optymalnie? Jakie mamy zdanie odnośnie przedszkoli językowych? Czy to się sprawdza?

Odpowiemy z doświadczenia, a nie naukowo, bo tak się składa, że Bruno jest w takim właśnie przedszkolu- dwujęzycznym. W założeniu, w grupie dzieci pozostają pod opieką dwóch Pań – jedna mówi po polsku, a druga po angielsku. Pani mówiąca po angielsku nie może powiedzieć ani słowa po polsku, nawet rozmawiając z rodzicami, by dzieci nie spostrzegły, że zna język polski.

Trudno powiedzieć, kiedy jest najlepszy czas na taką naukę, ale patrząc na model mieszanych małżeństw, gdzie dziecko od pierwszych chwil życia ma kontakt z dwoma/wieloma językami. Mówi się, że w takich przypadkach, dziecko mówi i rozumie w kilku językach.  To działa chyba na podobnej zasadzie.

Bruno idąc do przedszkola w wieku 3,5 lat, nie znał i nie mówił w żadnym innym języku niż polski. W przedszkolu Panie posługują się językiem polskim i angielskim. Po roku widzimy, że np. śpiewanie piosenek po angielsku odbywa się ze zrozumieniem słów, wypowiadaniem ich oddzielnie i wyraźnie z bardzo dobrym akcentem. Gorzej, jeśli chodzi o posługiwanie się językiem, bo wypowiada tylko słowa. Oczywiście ćwiczymy z nim także w domu, ale spotyka się to raczej z niechęcią ze strony dziecka, pewnie dlatego, że nie jest to u nas naturalne i Bruno wie, że posługujemy się językiem polskim.

Co do samej oceny, myślimy, że jest na nie za wcześnie.  Generalnie uważamy, że nigdy nie jest za wcześnie na taki naturalny kontakt z językiem. Forma oswajania się z akcentem, słowami, zabawa językiem, przygotowuje naszym zdaniem grunt do normalnej, regularnej nauki języka.

2. Jakie jest Wasze zdanie na temat zaufania wobec  Pan uczących w przedszkolu?

Praca z ludźmi zawsze musi opierać się na zaufaniu, zwłaszcza, jeśli chodzi o dzieci. Podobnie rzecz ma się w przypadku wyboru niani. Kiedy pozostawiamy nasze dzieci z obcymi osobami, to przede wszystkim powinniśmy sprawdzić ich kompetencję i doświadczenie w pracy z dziećmi. To pierwszy krok, który pozwoli nam w miarę spokojnie zacząć nowy etap, czyli oddać dzieci w inne, niż nasze, ręce. Następnie musimy obserwować uważnie dzieci i z nimi rozmawiać. Ich odczucia, pojedynczo rzucone słowa czy emocje często zawierają bardzo dużo treści. Rozmowa z dziećmi powinna jednak odbywać się w sprzyjających warunkach, tj. nie w przedszkolu/ żłobku, nie bezpośrednio po wyjściu z placówki, tylko na spokojnie w domu. My mamy taki rytuał, że codziennie wieczorem, przed snem, rozmawiamy z Brunem przy użyciu pluszaków przy przygaszonym świetle. Taki mini teatrzyk marionetek przynosi bardzo wiele pozytywów. Po pierwsze pytamy siebie nawzajem, jak minął nam dzień, co było najfajniejsze, a co nam się nie podobało, czy o czymś rozmyślamy, czy mamy jakieś wątpliwości, z czego się cieszymy. Mówimy sobie, że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi i możemy wszystko sobie powiedzieć. Ta rozmowa zwykle trwa kilka minut, ale mamy poczucie, że daje Ptysiowi możliwość spokojnej rozmowy, wycisza go i uspokaja.

Zawsze, gdy coś wzbudza nasze wątpliwości, pytamy o to w przedszkolu. Jesteśmy w stałym kontakcie z Paniami wychowawczyniami i dyrekcją, wyjaśniamy wszystko na bieżąco. To ważne także dla wychowawców, bo wiedzą, że nie lekceważymy ich uwag i jesteśmy otwarci i dyspozycyjni.

Nie bójmy się pytać i reagować, gdy coś nas niepokoi. Obserwujmy nasze dzieci i nie lekceważmy sygnałów, które do nas wysyłają. To naprawdę daje dużo spokoju i poczucie kontroli, a nie bezradności i niepewności. W końcu chodzi o nasze dzieci.

 3. Jak u Waszego dziecka przebiegała adaptacja do przedszkola?

Bruno rozpoczął swoją przygodę z przedszkolem w wieku 3,5 roku. Założyliśmy sobie, że najlepszą opcją dla niego w czasie, kiedy był pod opieką niani, będzie uczęszczanie na zajęcia, gdzie będzie miał kontakt z dziećmi. Wiadomo, były place zabaw, spotkania za znajomymi, ale bezpośredni kontakt z dziećmi w jednej grupie wiekowej podczas zajęć dydaktycznych okazał się strzałem w dziesiątkę. Takie zajęcia rozpoczęliśmy jak Ptyś miał 1,5 roku. Od drugiego roku życia, raz w tygodniu uczęszczał na zajęcia tzw. adaptacyjne w dziecięcym klubiku. Podczas tych zajęć dzieci uczyły się zachowania w grupie rówieśników, wykonywania poleceń nauczyciela, przyzwyczajały się do rytuałów np. wspólnego mycia rąk, zębów czy jedzenia przy stole. Miesiąc przed pójściem do przedszkola, raz w tygodniu w naszym przedszkolu odbywały się zajęcia adaptacyjne. To było bardzo potrzebne dzieciom, ale także nam, rodzicom. Dzięki tym wspólnym zajęciom zapoznaliśmy się z wychowawcami, miejscem, towarzyszyliśmy dzieciom i dzięki temu czuły się bezpiecznie i przedszkole nie kojarzyło im się z rozstaniem czy samotnością. Naszym zdaniem trzeba stopniowo, powoli przygotowywać dzieci do nowych ról, w jakie przychodzi im wejść. Możemy zaoszczędzić im stresu i niepotrzebnych napięć, a sami spokojnie obserwować jak cieszą się z bycia przedszkolakiem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

POWIĄZANE POSTY

Modny Tata to blog nie tylko o byciu Ojcem, to blog o życiu w rodzinie, o wytrwałości i wartościach. Modny Tata to nie jest puste hasło, modny Tata to ktoś taki jak każdy z nas..