Poprzedni Następny

#Projekt Rodzic

Zacznijmy od początku…

Dlaczego Projekt Rodzic?

Bo od początku powstania Projektu Modny Tata, zadajecie mnóstwo pytań dotyczących ojcostwa, rodzicielstwa, dzieci. Odkąd Paulina zaczęła być obecna na SM bardzo pozytywnie odbieracie nas obojga jako rodziców, co nas bardzo cieszy, bo tę rolę uważamy za najważniejszą w życiu. Przyszedł czas, żebyśmy ten temat poruszyli razem, dając Wam możliwość obserwowania podejścia matki i ojca do wychowywania dziecka. Rola obu jest kluczowa. Każdy ma inne zadania, inne podejście, choć na szczęście nasze jest zbliżone i spójne. Mamy czterolatka. Wiele jeszcze przed nami. Wiele za nami. Uczymy się codziennie.

Dla jasności- nie ma tu gotowych, idealnych rozwiązań. Chcemy poznawać Wasze zdanie- dyskutować, przegadywać tematy i odkrywać wciąż nowe odpowiedzi na Wasze pytania. Lubimy mądrze zmieniać zdanie. Będziemy się tym z Wami dzielić.

  1. Jak podjęliście decyzję o dziecku?

Nie ma dobrego, idealnego momentu na takie decyzje. Wyjścia są dwa-albo iść na żywioł, czego absolutnie nie polecamy, bo dziecko w związku zmienia bardzo wiele. Na pewno- trzeba to podkreślić – nie może być lekiem na rozpadający się związek. Na pewno tego nie uratuje. To całkowita zmiana życia. I nawet ktoś powie- co WY mówicie, mamy znajomych, którzy podróżują nadal, wspinają się, realizują pasje. Oczywiście, można to robić, ale ten mały człowiek naprawdę wiele zmienia. Dochodzi nowy, poważny obowiązek. I z całym szacunkiem- przynajmniej na początku- jego potrzeby są, powinny być, najważniejsze. Nie ma sensu dywagować zresztą, kto jest ważny, a kto mniej. I matka i ojciec i dziecko mają swoje potrzeby, które muszą realizować. Ale dziecko jest w pewnym okresie całkowicie uzależnione od Was, opieka nad nim jest więc Waszym obowiązkiem, choć zdania na ten temat także są podzielone.

Musicie wiedzieć, że nasze podejście do dziecka, polega na tym, że przyjęliśmy jego prymat nad innymi obszarami życia. Oznacza to, że nie nasze pasje, marzenia i potrzeby były na pierwszym miejscu w początkowym okresie jego życia (na pewno do roku). Oznacza to, że my zdecydowaliśmy wychowywać nasze dziecko i nie cedować tego obowiązku na nikogo. Dziecko jest nasze i dopóki jest całkowicie od nas uzależnione, to jesteśmy do jego obsługi.

Myślcie, co chcecie. Nie żałujemy ani dnia tego poświęcenia. To spojrzenie i nasze założenie determinuje więc nasze postrzeganie wychowywania dziecka. Kiedy dowiadujemy się, że ktoś, kto bardzo czekał na dziecko, planował rodzinę i trzy miesiące po narodzinach realizuje swoje marzenie o wycieczce do Ameryki, leci tam na miesiąc zostawiając dziecko z babcią czy nianią, nie spotka się z naszą aprobatą. Jest taki czas, który powinno się być razem. I nie mówimy tu o ekstremum, sile wyższej, czy sytuacjach nadzwyczajnych. Nie dajmy się zwariować. Mówimy o „widzi mi się”.

  1. Czy myślicie i co myślicie o kolejnym dziecku w rodzinie?

Paulina: Ja mam takie poczucie, że chciałabym mieć jeszcze jedno dziecko. Jednocześnie ta myśl jest jakby wypychana przez rozsądek. I sama nie wiem, czy na dalszy plan, czy defininitywnie. Czas pokaże. Na tę chwilę nie planujemy. Ale też nie wykluczamy.

Kiedyś zrobiłam wśród Was „ankietę” na temat posiadania rodzeństwa. Zdania były niemal jednogłośne: posiadać rodzeństwo trzeba, jedynacy są egoistami, są samotni i smutni. Ale wiecie jaki był wspólny, główny mianownik? Utrata rodziców. Wskazywaliście ten moment, jako kluczowy przy posiadaniu rodzeństwa. Zdziwiłam się i dziwie do dziś, bo przecież tak wiele mamy przykładów pokłóconych rodzeństw, bez kontaktu przez wiele lat z ogromnym dystansem i odległościowym i emocjonalnym. Rodzeństwo jest oczywiście najbliższe nam więzami krwi, związek między dziećmi tych samych rodziców jest jedyną tego typu więzią, budowaną przez lata. Ale ta więź nie jest, niestety, pozbawiona uczuć takich jak zazdrość, poczucie niesprawiedliwości, nierównego traktowania, winy, którą zrzucają i odpowiedzialności, którą cedują na nas rodzice. Takie uczucia budowane przez lata nie mają tylko pozytywnego oddziaływania na naszą psychikę. Często rujnują nasze życie w przyszłości.

Ostatnio, podczas rozmowy z jedną Panią usłyszeliśmy bardzo ważną rzecz na temat jedynaków. To, że nie mają oni w sobie uczucia zazdrości. Bo nie da się ukryć, a ja nie spotkałem się w rodzeństwach z jej brakiem, towarzyszy ona często rodzeństwom. Nie mówimy o ideałach czy wyjątkach, tylko o życiu.

Nie ma sensu pozostawać po jednej stronie, bo każdy z nas ma inne doświadczenia i szereg innych cech i wartości, które determinują nasze postrzeganie. Jedno jest pewne: nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie- jedynak czy więcej niż jedno dziecko. Decyzji o tym nie będziemy więc podejmować przez pryzmat tego, co lepsze bądź gorsze.

Dzieci to cuda. Nie ma nic na świecie cudowniejszego niż dzieci. To one są odbiciem nas samych, to mali ludzie, których kształtujemy, którzy potrafią nas zdenerwować i rozbawić do łez. To nasza przyszłość. Ale też nasza ogromna odpowiedzialność. Przyszłość pozostaje więc tajemnicąJ

  1. Czy korzystaliście z pomocy babć czy cioć przy wychowywaniu dziecka?

Temat rzeka. Babcie dziś i babcie kiedyś, to inni ludzie. Dziś babcie chcą korzystać z życia. Są zadbane, świadome swoich potrzeb, żądne realizowania pasji, podróżowania. Rozumiemy to. Nie korzystaliśmy nigdy z ich pomocy ze sprawowania opieki. Raz, że nie było takiej woli, dwa, że nie obarczaliśmy nikogo takim obowiązkiem. Dziś nie musimy być nikomu wdzięczni za wychowywanie dziecka. Nie musimy też nikomu wytykać błędów ani dyskutować metod wychowawczych.

P: Ja przed narodzinami Bruna bardzo wiele czytałam. Nie tylko o przebiegu ciąży, ale też o wychowywaniu dzieci, psychologii itd. Nie dało mi to fakultetu i nie wypowiadam się jako ekspert, ale jako matka i myślę, w miarę inteligentna kobieta.

Jak wiecie, (bądź nie), nasze matki miały inne „patenty” na wychowywanie dzieci. Na przykład pozwalały dzieciom leżącym w łóżeczku i płaczącym w niebogłosy, wypłakać się, pozostawiając bez obecności. Bo przecież przebrane, najedzone, śpiące, stąd płacze. Otóż nie. Badania wykazały, że takie dzieci, które szukają kontaktu przez płacz i spotykają się z odrzuceniem, doświadczają ogromnego lęku. Pozwólcie, że przytoczę opinię Evelin Kirkilionis, antropolożki badającej więź:

„Dziecko pozostawiane, żeby się wypłakało, nie tyle uczy się samo sobie radzić, ile uczy się, że nie ma sensu płakać – a to jest duża różnica. Badania nie potwierdzają też tezy, że zimny chów sprzyja samodzielności – wręcz przeciwnie. Zimny chów w praktyce sprowadza się za to do ogromnych ilości kortyzolu, jakie uwalniają się w mózgu niemowlaka z niezaspokojoną potrzebą bliskości. Hormon ten działa niszcząco na połączenia neuronalne. Dziecku, które nie jest przytulane, trudniej jest nawiązać z opiekunem więź prawidłowego typu, a to z kolei rzutuje na wszystkie inne więzi, które nawiąże potem w życiu – na to, jak będzie w przyszłości obchodziło się z ryzykiem, radziło sobie ze stresem. I czy nie będzie koncentrować się na swoim lęku zamiast na zadaniu”[1].

Pamiętajcie, dziecko potrzebuje Waszej obecności. Usiądźcie obok, spójrzcie łagodnie, pogłaszczcie. Jeśli to nie pomoże, przytulcie krótko i odłóżcie z powrotem do łóżeczka. Uspokójcie je.

M: Czasem warto kierować się w wychowywaniu dziecka własnych rozsądkiem, a jeśli go nie mamy, to poszukajmy u kogoś innego. Nie będę przywoływał tu absurdalnych zachowań typu oblizywanie smoczków czy przeżuwanie jedzenia w swoich ustach celem przekazania go dziecku, bo to bez komentarza.

Generalnie uważamy, że dzieci nie powinny być wychowywane przez inne osoby. Wiadomo, jeśli nie pozwala na to sytuacja zawodowa, życiowa czy inne, to życie zmusza nas do korzystania z pomocy obcych. Ale coraz częściej zdarza się, że matka dziecko tylko rodzi i na tym koniec jej obowiązków. Niestety, nie gwarantuje to niczego dobrego w przyszłości, od budowania podstawowych więzi poczynając, po nauce miłości, bliskości i innych uczuć. To zaburza rozwój. Smutna prawda.

[1] Pełną treść wywiadu Martyny Bundy z autorką książki Więź daje siłę znajdziecie na stronie: http://www.polityka.pl/nauka/czlowiek/1523107,1,o-niezwykly-relacjach-doroslych-i-dzieci.read?print=true#ixzz1kZ3Gszwx

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

POWIĄZANE POSTY

Modny Tata to blog nie tylko o byciu Ojcem, to blog o życiu w rodzinie, o wytrwałości i wartościach. Modny Tata to nie jest puste hasło, modny Tata to ktoś taki jak każdy z nas..