Poprzedni Następny

#the one

4 lata, 18 kilogramów szczęścia..

Nasz świat mieści się w 102 centymetrach. Dokładnie tyle ma nasz syn-Bruno. Być może to brzmi jak banał, bo wszyscy kochają swoje dzieci i dla wszystkich są całym światem. Oby. Tak właśnie przewartościowuje się świat po narodzinach dziecka. Nie pamiętasz, jak wyglądał świat ‘przed’, na czym tak naprawdę upływały Ci dni i co było dla Ciebie naprawdę w życiu ważne. Nie ma nic cenniejszego.

Pamiętam ten dzień, kiedy poszliśmy z Pauliną potwierdzić dwie bladziutkie kreski na teście ciążowym. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że –choćby najbardziej wyblakłe- dwie kreski oznaczają ciążę. Poszliśmy. Czekałem przed gabinetem i grzebałem bezmyślnie w telefonie. Po paru minutach wyszła Paulina z papierkami w ręku. Przestraszyłem się, że to jakieś recepty, skierowania itd. Ale ona spokojnie usiadła i pokazała mi zdjęcie. Na zdjęciu USG zobaczyłem białą plamę, a w niej czarną kropkę, czyli moje dziecko i jego maleńkie, milimetrowe serce. Od tego dnia słowo „kropka” nabrało dla mnie innego, nowego znaczenia. W życiu zazwyczaj oznacza ono zakończenie czegoś – zdania czy myśli – w naszym przypadku jednak oznaczała początek.

Tą Kropką był Bruno, a to było jego pierwsze zdjęcie.

Tak zaczęła się nasza przygoda.

Przygotowania, niepewność, radość, oczekiwanie, tak minęła nam ciąża. Aż nastał ten dzień. Dzień, którego nie zapomnę do końca życia. Najważniejszy dzień w moim życiu. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że mogę zyskać i stracić wszystko. Nasz poród trwał długo, za długo, bo zakończył się nagłym cesarskim cięciem i został mnie na parę chwil samego, zrozpaczonego i przerażonego, za zamkniętymi drzwiami sali operacyjnej. Miało być tyle szczęścia, wspólny poród, moje wsparcie, opieka i obecność, a zakończyło się ogromną niepewnością, czy nie stracę wszystkiego, co miałem w życiu. Te parę chwil przewartościowało mój świat. I dziś, kiedy mam gorszy dzień i słaby nastrój, wspominam te chwile i wtedy natychmiast wszystko wraca do normy.

Drzwi sali otworzyły się i zobaczyłem Ciebie Synku. Otworzyłeś oczy, spojrzałeś na mnie (dopiero później dowiedziałem się, że mało co widziałeś ;)) i poczułem tę miłość. Siedziałem tak z Tobą parę ładnych godzin, dopóki pielęgniarka nie wyprosiła mnie grzecznie z oddziału. Patrzyłem na Ciebie i wyobrażałem sobie, jaki będziesz, jakie będzie nasze życie. Nie oczekiwałem tego, co dostałem.

Jesteś z nami już cztery lata. Lata przepełnione miłością, nieopisanym szczęściem, troską, opieką, pracą nad cierpliwością, walką z niewyspaniem, wspólnymi chwilami, wyzwaniami, łzami, śmiechem, pocałunkami i uściskami, męskimi rozmowami, ciągłą nauką i miliardem pytań ‘dlaczego’, ‘po co’, ‘a co to?’. Najlepsze lata mojego życia.

Teraz mam jedno marzenie. Żebym mógł jak najdłużej cieszyć się tym cudem i by nic nie zmąciło tego szczęścia. W końcu jestem Twoim obrońcą, bohaterem i przyjacielem, Synku. Dziękuję Ci za to.

Wszystkiego najlepszego, Ptysiu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

POWIĄZANE POSTY

Modny Tata to blog nie tylko o byciu Ojcem, to blog o życiu w rodzinie, o wytrwałości i wartościach. Modny Tata to nie jest puste hasło, modny Tata to ktoś taki jak każdy z nas..