Poprzedni Następny

Synku, tak poznałem Twoją mamę…

Z Pauliną poznaliśmy się dość typowo, jak to w dzisiejszych czasach bywa – w internecie, przez portal społecznościowy. Zwykła sprawa. Żadnego zapraszania na randki, do kina, żadnych przypadkowych spotkań w bibliotece. Takie rzeczy już tylko w filmach. W naszym przypadku spiritus movens okazała się wspólna koleżanka. Jednak zanim doszło do pierwszego spotkania, minęło pół roku – sześć miesięcy wysyłania wiadomości (codziennie!), wzajemnego rozpoznawania drugiej strony, rozmów do świtu na różne tematy. Wbrew pozorom taka forma kontaktu wydawała się nam całkiem dobrym rozwiązaniem. Paulina z Warszawy, ja z Trójmiasta, oboje po rozstaniach. Chyba potrzebowaliśmy wytchnienia i spokoju. Nie śpieszyło się nam; znajomość ewoluowała od koleżeństwa, przez przyjaźń. Jak się okazało, wyszło nam to na dobre.

Zdecydowałem się wreszcie na wyprawę do stolicy i stanięcie z Pauliną twarzą w twarz. Dojrzeliśmy do porozmawiania jak dorośli ludzie, w cztery oczy, przy kawie w realu. Pamiętam tamten dzień jak dziś – pobudka o świcie, a o siódmej rano samochód i podróż w nieznane. Po niemal pięciu godzinach jazdy wysiadłem w Warszawie z fiata punto z wielkim misiem w ręku (tak, tak, tym samym, który widnieje na okładce mojej książki; pierwsze wrażenie najważniejsze!), zapaliłem papierosa (w owym czasie ulegałem jeszcze nałogowi, zwłaszcza w stresujących sytuacjach) i wysłałem esemes: „Jestem”. Cóż, nie wysiliłem się zbytnio, ale nerwy zrobiły swoje…

Zanim zjawiła się Paulina, minęło trochę czasu (wiadomo, kobieta!), ale kiedy szła w moją stronę, czułem, że minione pół roku zostało dobrze zainwestowane (znacie to uczucie?). Dzień minął nam cudownie, na spacerze, rozmowach, kawie. Tak jak powinno być.

Od tamtej chwili czas przyśpieszył. Spotkania, zauroczenie, zakochanie, miłość, zaręczyny, ślub, ciąża. Tak w skrócie, nie będę Was przecież zanudzać. A poza tym to wyłącznie nasz czas i nasze wspomnienia.

Pragnienie powiększenia rodziny było naturalną koleją rzeczy – najpierw wzajemne poznanie, potem małżeństwo i dziecko. Nie, nie chodzi o chrześcijańskie zasady, tylko o świadomość celów. Oczywiście, ślub nie jest koniecznością, ale wybór odpowiedniego partnera i tak zwane dotarcie się to elementy nieodzowne. Nigdy później nie będzie już czasu na długie rozmowy zakrapiane alkoholem, głośną wymianę zdań czy ciche dni. Trzeba będzie zrezygnować z dogłębnego skupienia na sobie, bo pojawienie się malucha to czas dla niego. Dla całej Waszej trójki (lub odpowiednio plus).

Więcej w książce: Jak być fajnym tatą i nie zwariować 

POWIĄZANE POSTY

Modny Tata to blog nie tylko o byciu Ojcem, to blog o życiu w rodzinie, o wytrwałości i wartościach. Modny Tata to nie jest puste hasło, modny Tata to ktoś taki jak każdy z nas..